Zaczęła się ogólnonarodowa histeria i szaleństwo. Naród przed telewizorami, w pubach z telebimami czy też u naszych zachodnich sąsiadów… Wszyscy liczą na to, że wyjdziemy z grupy. Że „Orły Janasa” coś pokażą… Dlaczego w to nie wierzę? Chyba to pytanie retoryczne.
Zacytuję fragment tekstu Wojtka Orlińskiego o „Szkle kontaktowym” z „Gazety Telewizyjnej” z dzisiaj – idealnie wpisuje się to w moje zdanie o polskim sporcie:
Przed każdym meczem mamy uczone komentarze dziennikarzy od sportu, o tym, że tym razem już mamy wielkie szanse, bo Ćwogę przesunięto do ataku, a Bryzdulę do obrony. A po meczu mamy zawsze te same, równie uczone komentarze, że jak to się mogło stać, że przegraliśmy, co za zaskoczenie, co za rozczarowanie.
Którzy będziemy na mundialu w Niemczech? Zajmiemy trzecie miejsce w tabeli. Zabraknie nam 1 punktu, żeby wyjść z grupy.
Zaczęło się od meczu z Ekwadorem… 2:0…
jak to dobrze, jak błogo mieć piłkę nożną głęboko gdzieś. Tylko te nieustanne relacje potrafią człowieka porządnie zirytować; albo to jedyny sport w naszym kraju praktykowany? ;)