Oskarowe nominacje i filmy

U RAFiego przeczytałem króciutki wpis (właściwie tylko link) o serwisie poświęconym tegorocznym Oscarom. Takie prawie Oscary w wersji Web2.0 ;)

Jest sobie lista, jest głosowanie. I co najciekawsze – są linki do torrentów z filmami (lub wyszukiwaczki tychże torrentów). Piękna inicjatywa ;) Ciekawe czy dotrwa do rozdania nagród?

Swoją drogą – ciekawe czy w dobie web2.0 panoszącego się wszędzie kiedyś zniknie coś takiego jak Akademia Filmowa i Oscary przyznawać będą np. internauci? Coś jak ranking na stronach IMDB.com, ale dla filmów z danego roku. Plus filmy do ściągnięcia (nawet za opłatą).

Jestem pasożytem – używam AdBlocka

Zrobiło się w polskiej blogosferze głośno o pewnej akcji. Akcja sama w sobie jest… hmm… idoityczna? Nikt mnie nie zmusi do oglądania reklam (a przecież powinno mi na oglądaniu ich zależeć – w końcu pracuję w marketingu! ot dwulicowy ze mnie pasożyt).

Więcej pisał nie będę – wszystko napisali inni, zapraszam więc do lektury blogosfery:

Wieczorny update:

Jeszcze linki: 7pl.pl, mastonmp.pl/blog

I kolejne: dyskusja na pl.comp.www, komentarze na wykopie – tu i tu.

Ryszard Kapuściński nie żyje

Tytuł wystarczy za wszystko – ten kto czytał Kapuścińskiego wie kim był, jakie miał poglądy. Ja przyznam szczerze nie czytałem. Pewnie przeczytam (przepraszam za szczerość, ale wydawnictwa pewnie będą musiały zrobić dodruk książek…) – chociażby z ciekawości – zawsze chciałem, nigdy nie mogłem się zabrać. Ale z masą książek tak mam, więc w zasadzie nic dziwnego.

Ten wpis ma być jednak o czymś innym. O klasie Grzegorza Miecugowa i klasie TVN24. To właściwie jedyna stacja jaką oglądam (nie słucham radia – mam włączony telewizor robiąc wszystko inne) w telewizji, czasem jakiś film na innym kanale. O 22 zaczęło się „Szkło kontaktowe”. Dziesięć minut później na „czerwonym pasku” pokazała się informacja „Ryszard Kapuściński nie żyje”. Panowie natychmiast przerwali temat, przestali wytykać politykom ich błędy i idiotyzmy. Porozmawiali chwilę o Kapuścińskim, Miecugow wspominał wywiad jaki zrobił do prowadzonego przez siebie programu „Inny punkt widzenia”. Przerwa na reklamę. Po przerwie krótki komentarz i zakończenie „Szkła…”, a stacja nadaje powtórzenie wywiadu.

Niby proste, niby nic specjalnego. Ale moim zdaniem to jedno z piękniejszych zachowań na jakie mogła sobie pozwolić telewizja. I znakomita reakcja – 5-10 minut i zmieniamy ramówkę. Z to cenię TVN24, za to cenię dobrych dziennikarzy.

Jutro rano będą gazety na czarno. Każdy portal internetowy o tym napisze, wszyscy będą wspominać, Onet standardowo wystawi „Księgę kondolencyjną” (świetny sposób na nie-zapychanie ogólnego forum). Ale klasy TVN24 w moich oczach nic nie pobije.

Małe kropki odkryły…

…drugą płytę Kombajnu Do Zbierania Kur Po Wioskach.

Trudno wchodziła. Pierwsze kilka przesłuchań to albo szum ulicy czy metra wnikający przez słuchawki, albo podejście do płyty z serii „po co tyle dźwięków, po co taki jazgot?”. To – w moim przypadku – doskonale świadczy o płycie. Teoria o tym, że im trudniej zacząć tym finalnie lepsza okazuje się płyta jeszcze mnie nie zawiodła.

A jaka jest „Lewa strona literki M”? Gitarowa, elektroniczna, psychodeliczna, jesienna i głośna. Ta płyta jest w miejscu gdzie leży Radiohead, Ścianka i ostatnia płyta Myslovitz. Tylko z tą różnicą, że Myslovitz jest dobry dla nastolatek ;) zaczynających słuchać dobrej muzyki spod znaku psychodelii tak KDZKP to mięsko dla wyrafinowanego słuchacza, który rozkoszuje się tatarem miast schabowego.

Tak cudownie jednak nie może być… „Lewa strona…” po pewnym czasie nieco mnie męczy, trudno wchodzi w całości. „8 piętro” mogło lecieć w koło ze dwa razy. Może było bardziej przebojowe? Może to kryzys drugiej płyty? Nie wiem, ale jednego jestem pewien – Kombajn trzeba obserwować i nasłuchiwać kiedy nadjedzie ponownie. Bo przejedzie przez polską (i oby też światową) muzykę i narozrabia co nie co.

Jak to się robi? (z politykami)

Marcel Łoziński nakręcił film dokumentalny o produkowaniu polityków. I o tym, jak my – wyborcy – dajemy się tym produktom manipulować.

Zaczyna się wszystko od castingu, jaki przeprowadził Piotr Tymochowicz w Zamku Królewskim. Casting miał na celu wybranie grupy ludzi, którzy wezmą udział w eksperymencie. Ten z kolei miał udowodnić, że „polityk, to tak samo dobry produkt jak płuczka do płukania protezy zębowej.”. I (niestety, właściwie) udowadnia.

Najpierw grupa ludzi przechodzi proste szkolenie medialne – jak gestykulować, jak mówić do ludzi, jak „porywać tłumy”. Po teorii przychodzi czas na praktykę – demonstracja w sprawie ochrony praw pacjentów, protest przeciw wojnie w Iraku (telefon od Andrzeja Leppera do Tymochowicza, który na pytanie „co robisz?” odpowiada „właśnie jestem na demonstracji, którą sam zorganizowałem”).

Po szkoleniu ogólnym (które jest w moim odczuciu bardzo ciekawe i zapewne wiele można się nauczyć – tylko, że jakoś nie wierzę w te manipulacyjne sztuczki z gestami; no nie biorą mnie i tyle) przychodzi czas na drugą część eksperymentu – tworzenie polityków i „obsadzanie nimi stanowisk” jak to się ładnie nazywa. W tym momencie część grupy się buntuje, wyczuwa fałsz i odchodzi. Pozostaje kilku najtrwalszych, najbardziej cynicznych i jednocześnie najmniej ukształtowanych politycznie.

Znaczące są rozmowy z Jackiem Hugo Bader, dziennikarzem Wyborczej, który napisał reportaż o Piotrze Tymochowiczu i jego szkoleniach. Bader obnaża „kandydatów” z braku ich poglądów. „Jakie są twoje poglądy?”, pyta jednego z mężczyzn. „Centrowe”, odpowiada, ale nie wie jeszcze, czy chce być centroprawicą, czy centrolewicą. Próbował z SLD, chciał wejść do PiS-u albo PO, w końcu wylądował u „jedynego nieskompromitowanego lidera” (oczywiście wiadomo jakiego – w pewnym momencie filmu Tymochowicz tak manipuluje pozostałymi w „grze” uczestnikami, aby w końcu wylądowali w młodzieżówce Samoobrony).

Warto zobaczyć ten film (zdziwiła mnie frekwencja – niedzielna pora obiadowa, film dokumentalny, a sala warszawskiego kina Muranów pełna). Warto nie tylko ze względu na opowiedzianą historię i obnażenie mechanizmów działania polityki (których inteligentny człowiek zapewne się domyśla), ale też dla kilku zdań (wypowiadanych przez samego Tymochowicza) typu „Ludzie są na poziomie imbecyla, a polityka jest chujowa”. Tymochowicz mówi to wprost, w tym momencie nie manipuluje, jest szczery. I mówi prawdę. A grupka jego uczniów w mik rozumie, że tak jest, że wystarczy być cynikiem i wykorzystać tą chujowość i imbecylizm.

Kino parsknęło śmiechem… gogolowskim.

Projekt oddany!

Po około 13 miesiącach pracy – mniej lub bardziej ciężkiej (w zależności od momentu) – oddałem projekt. Projekt, nad którym pracowaliśmy w dość dużym gronie. Projekt nowego, od początku przygotowanego i napisanego portalu BRE Banku.

Najpierw była analiza. Dogłębna analiza SWOT plus benchmark serwisów banków w Polsce i zagranicą (głównie w USA) – bodaj 10 serwisów przekopanych dokładnie, z każdego wyjmując wszelakie za i przeciw, ciekawe rozwiązania, interesujące pomysły. Benchmark okraszony lekturą raportów Forrestera, wzajemnym inspirowaniem się „zespołu projektowego”, burzami mózgów.

Potem był drugi etap analizy – spotkania z pionami biznesowymi banku. Departamenty odpowiedzialne za sprzedaż, za analizy rynkowe, za kadry i za marketing. Przy okazji nasze wymysły z pierwszej części analizy rozbijały się o ścianę, albo dostawały nowych skrzydeł. Ludzie związani z „biznesem” i mający mniejsze pojęcie o internetowych trendach inspirowali w różny sposób.

Po tych analizach przyszła pora na podsumowanie. Powstał przeszło 100-stronicowy dokument opisujący dokładnie co i jak należy zmienić i poprawić. Oraz co zrobić od początku.

Po małej przerwie nadszedł czas na przygotowanie do programowania i tworzenia serwisu. Przeszliśmy bardzo szczegółową analizę wszelakich narzędzi i funkcjonalności („W tym narzędziu ma być 5 pytań czy 6?”, „dokumenty publikowane w CMSie mają mieć załączniki binarne? Ile maksymalnie?”, „Co ma trafiać do RSS? Z załącznikami?” – tego typu pytania to codzienność przez około półtora miesiąca), przy okazji zaczepiając o serwisy nie tylko bankowe, ale też np. life-stylowe.

Kolejny krok to projekt graficzny. W sumie powstało pewnie ze 40 obrazków, które szlifowaliśmy w sumie około 3 tygodni. Nie pamiętam już ilości „wariacji na temat”…

Ostatnie dwa miesiące to wytężona praca developerska. A dla nas w banku – przygotowanie i opiniowanie tekstów, kontrola merytoryczna, rysowanie schematów… ogólnie – poganianie tzw. „biznesu” („a bo marketing nie ma co robić i zawraca głowę jakimś Internetem…”). Nie było łatwo i – przyznam szczerze – to był najbardziej męczący etap projektu.

Przed dzisiejszą premierą trzeba było wprowadzić nowe treści, przetestować narzędzia i funkcjonalności, zachować niektóre elementy ze starego portalu, połączyć je z nowymi. Trzy tygodnie siedzenia w pracy minimum po 3-4 godziny dziennie więcej.

Ostatni tydzień to przygotowanie promocji portalu – wewnętrznej i zewnętrznej. Przygotowanie dzisiejszego otwarcia i konferencji.

Ostatnie szlify w sobotę, niedzielę…

Dziś około 11:30 ruszył nowy portal BRE Banku.